Do torebki włożyłam aparat fotograficzny - normalne. Zawsze staram się go nosić, bo a nuż coś ciekawego będzie?
Tym razem jednak nie odważyłam się zrobić fotografii barakom, jakie żołnierze hitlerowscy pozostawili przy obecnym osiedlu Wyzwolenia. Co prawda powstało ono na gruzach niemieckiego obozu śmierci, ale nie został on zniszczony w całości. Resztki pejzażu tragedii można dziś oglądać w Państwowym Muzeum Majdanka.
Wstęp jest darmowy, ale jeśli macie samochód i nim się wybierzecie do tego miejsca, to musicie uiścić pięć złotych opłaty za parking. Zważywszy na niezapomniane wrażenia oraz możliwość spędzania czasu do godziny 18, opłaca się. Zresztą - wydaje mi się, że na tle wspomnień z Majdanka wszystko inne może łatwo zblednąć.
78 tysięcy zginęło. O ile dobrze pamiętam, to 45 tysięcy przewieziono do innych obozów koncentracyjnych, a 18 tysięcy (lub mniej - tej liczby już kompletnie nie jestem pewna) wyzwolono. Tak, czy inaczej o ogromie działań hitlerowskich okupantów może świadczyć fakt liczby obecnie bardzo dużo butów umieszczonych w klatkach. Widok mrożący krew w żyłach. Zobaczyć piecyki, w których palono ciała jakoś zmniejszają wiarę w to, że tak, tu ginęli ludzie. Chyba przestaję się dziwić Anglikom czy innym narodom, które nie chciały uwierzyć, że takie masowe miejsca zagłady istnieją. Co do pierwszego narodu, to nie jestem pewna, czy tak było; ale prawdopodobnie tak, bo przecież dostawali informacje o tym, co się dzieje w hitlerowskich obozach i nic z tym fantem nie robili. To nic, że to właśnie Anglicy wymyślili obozy; w kwestii moich spekulacji pozostaje również kwestia, czy Niemcy udoskonalili system obozów, ale raczej do tego doszło. W tej chwili posługuję się tylko i wyłącznie logiką. Niech więc mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę.
Majdanek jest strasznym miejscem; co prawda niekoniecznie spowoduje nagły płacz na widok mauzoleum, niekoniecznie spowoduje zawał serca na widok mundurów niemieckich i niekoniecznie wywoła szok na widok rzeczy więźniów. Ale w każdym normalnym człowieku wzbudzi zamyślenie, smutek i ciarki na plecach. Smutek również byłby na miejscu.
W pewnym momencie (droga do mauzoleum) poczułam, jak wzbiera mi się na płacz. Wtf? To wszystko wydarzyło się bardzo dawno temu i jedyny świadek pobytu obozu koncentracyjnego, którego mogłam znać, a którego nie znałam, bo umarł przed moimi narodzinami to mój dziadek. Trafił do Oświęcimia, o ile mnie pamięć nie myli. Złamane zdrowie, późniejsze palenie papierosów i bodajże picie alkoholu spowodowały przedwczesny zgon. Przez około 25 lat człowiek ten nie mógł się pozbyć odcisków nabytych w trakcie ciągłego chodzenia i pracowania w drewnianych pantoflach (bosakach? jak to się zwie - wypadło mi słowo).
Inaczej jest, jak się czyta książkę, inaczej jest, jak się ogląda film i zupełnie inaczej jest, jak się ogląda własnymi oczami miejsce rzezi. Jeśli się czyta - to fakty są ciężkie, trzeba je przetrawić. Jeśli się ogląda, to będzie to wzruszenie, ale niekoniecznie musimy sobie zdawać sprawę z tego TAK BYŁO. Jeśli się samemu obserwuje... Albo powoduje to uczucie nierealności, albo... Zmienia człowieka. Nie wiem, czy mnie to zmieniło, ale mój pogląd na obozy koncentracyjne, zagłady itp. stał się bliższy rzeczywistości. Stał się czymś, czego dotyczy całkiem prawdziwej rzeczy, a nie tylko słów zapisanych na papierze. To jest coś innego. I mimo, że nigdy nie mówiłam o tym inaczej, jak tylko z powagą, ta powaga stała się od dziś dojrzalsza.
Piecyki.
Polka (tak, ja) uśmiechnęła się smutno, obserwując dziecko z rodzicem, który pokazywał, co w tym miejscu robiono i jak to było. Wszystko w języku niemieckim bodaj. Członek narodu, który tyle spowodował cierpienia - Żydom, Polakom, a także innym narodowościom - z powagą w głosie tłumaczył dziecku, że takie coś było, było straszne i należy być świadomym takich rzeczy. Ja nie rozumiem języków moich sąsiadów (w sensie krajów), ale wiem, że opisana przeze mnie sytuacja była całkowicie normalna i z punktu widzenia pedagogiki jak najbardziej właściwa. Jeśli ludzie będą świadomi tragedii, to będą w przyszłości popełniać mniej tego typu błędów, jeśli wcale. Bardzo dobrze, że są muzea obozów koncentracyjnych - chociaż są to smutne i straszne miejsca, wkroczenie w ich progi powoduje, że zamierzchłą tragedię można niemal dotknąć. Uświadomić sobie, że bez tego elementu wychowania wszystko może spalić na panewce. O ile baraki można oglądać w wieku dowolnym niemal, o tyle obozy koncentracyjne można widzieć od czternastego roku życia. Dawniej myślałam, że oglądanie czegoś takiego w młodości może być bardzo niebezpieczne. Dziś odpowiem - nieprawda, będzie to tylko korzystna zmiana. Z jednym zastrzeżeniem. Ludzie, niezależnie od wieku, muszą przyjść do tego typu muzeum całkowicie z własnej woli. I muszą posiadać jakąś świadomość historyczną.
Bo przecież los poległych ma być przestrogą dla przyszłych pokoleń.
W tym miejscu chciałabym serdecznie podziękować Zuzi i Tomkowi za towarzystwo w trakcie wycieczki do Majdanka - bo przecież bycie w takim miejscu to niełatwa sprawa. Przesyłam także dla nich serdeczne pozdrowienia. Będzie dobrze.
Tymczasem, jak wróciliśmy z Majdanka miałam wrażenie, że wszystko się schrzaniło. Nadal czułam, jak zbiera mi się trochę na płacz. Ludzie puścili piosenkę - całkiem niewinną, z pozoru - Jej czarne oczy.
Książka Catherine Merridale mi się przypomniała. Żołnierze radzieccy próbowali przetrwać wielką wojnę ojczyźnianą. I co śpiewali? Piosenkę o oczach.
Ciarki mnie przeszły po plecach, zrobiło mi się smutno.
Co prawda twarda a nie miętka jestem, więc się nie popłakałam. Śpiew gospodyni zwyczajnie koił. Dziewczę ma talent.
Okej, nie wiem, co mogłabym tu jeszcze napisać, więc kończę. Papsiki.
Tym razem jednak nie odważyłam się zrobić fotografii barakom, jakie żołnierze hitlerowscy pozostawili przy obecnym osiedlu Wyzwolenia. Co prawda powstało ono na gruzach niemieckiego obozu śmierci, ale nie został on zniszczony w całości. Resztki pejzażu tragedii można dziś oglądać w Państwowym Muzeum Majdanka.
Wstęp jest darmowy, ale jeśli macie samochód i nim się wybierzecie do tego miejsca, to musicie uiścić pięć złotych opłaty za parking. Zważywszy na niezapomniane wrażenia oraz możliwość spędzania czasu do godziny 18, opłaca się. Zresztą - wydaje mi się, że na tle wspomnień z Majdanka wszystko inne może łatwo zblednąć.
78 tysięcy zginęło. O ile dobrze pamiętam, to 45 tysięcy przewieziono do innych obozów koncentracyjnych, a 18 tysięcy (lub mniej - tej liczby już kompletnie nie jestem pewna) wyzwolono. Tak, czy inaczej o ogromie działań hitlerowskich okupantów może świadczyć fakt liczby obecnie bardzo dużo butów umieszczonych w klatkach. Widok mrożący krew w żyłach. Zobaczyć piecyki, w których palono ciała jakoś zmniejszają wiarę w to, że tak, tu ginęli ludzie. Chyba przestaję się dziwić Anglikom czy innym narodom, które nie chciały uwierzyć, że takie masowe miejsca zagłady istnieją. Co do pierwszego narodu, to nie jestem pewna, czy tak było; ale prawdopodobnie tak, bo przecież dostawali informacje o tym, co się dzieje w hitlerowskich obozach i nic z tym fantem nie robili. To nic, że to właśnie Anglicy wymyślili obozy; w kwestii moich spekulacji pozostaje również kwestia, czy Niemcy udoskonalili system obozów, ale raczej do tego doszło. W tej chwili posługuję się tylko i wyłącznie logiką. Niech więc mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę.
Majdanek jest strasznym miejscem; co prawda niekoniecznie spowoduje nagły płacz na widok mauzoleum, niekoniecznie spowoduje zawał serca na widok mundurów niemieckich i niekoniecznie wywoła szok na widok rzeczy więźniów. Ale w każdym normalnym człowieku wzbudzi zamyślenie, smutek i ciarki na plecach. Smutek również byłby na miejscu.
W pewnym momencie (droga do mauzoleum) poczułam, jak wzbiera mi się na płacz. Wtf? To wszystko wydarzyło się bardzo dawno temu i jedyny świadek pobytu obozu koncentracyjnego, którego mogłam znać, a którego nie znałam, bo umarł przed moimi narodzinami to mój dziadek. Trafił do Oświęcimia, o ile mnie pamięć nie myli. Złamane zdrowie, późniejsze palenie papierosów i bodajże picie alkoholu spowodowały przedwczesny zgon. Przez około 25 lat człowiek ten nie mógł się pozbyć odcisków nabytych w trakcie ciągłego chodzenia i pracowania w drewnianych pantoflach (bosakach? jak to się zwie - wypadło mi słowo).
Inaczej jest, jak się czyta książkę, inaczej jest, jak się ogląda film i zupełnie inaczej jest, jak się ogląda własnymi oczami miejsce rzezi. Jeśli się czyta - to fakty są ciężkie, trzeba je przetrawić. Jeśli się ogląda, to będzie to wzruszenie, ale niekoniecznie musimy sobie zdawać sprawę z tego TAK BYŁO. Jeśli się samemu obserwuje... Albo powoduje to uczucie nierealności, albo... Zmienia człowieka. Nie wiem, czy mnie to zmieniło, ale mój pogląd na obozy koncentracyjne, zagłady itp. stał się bliższy rzeczywistości. Stał się czymś, czego dotyczy całkiem prawdziwej rzeczy, a nie tylko słów zapisanych na papierze. To jest coś innego. I mimo, że nigdy nie mówiłam o tym inaczej, jak tylko z powagą, ta powaga stała się od dziś dojrzalsza.
Piecyki.
Polka (tak, ja) uśmiechnęła się smutno, obserwując dziecko z rodzicem, który pokazywał, co w tym miejscu robiono i jak to było. Wszystko w języku niemieckim bodaj. Członek narodu, który tyle spowodował cierpienia - Żydom, Polakom, a także innym narodowościom - z powagą w głosie tłumaczył dziecku, że takie coś było, było straszne i należy być świadomym takich rzeczy. Ja nie rozumiem języków moich sąsiadów (w sensie krajów), ale wiem, że opisana przeze mnie sytuacja była całkowicie normalna i z punktu widzenia pedagogiki jak najbardziej właściwa. Jeśli ludzie będą świadomi tragedii, to będą w przyszłości popełniać mniej tego typu błędów, jeśli wcale. Bardzo dobrze, że są muzea obozów koncentracyjnych - chociaż są to smutne i straszne miejsca, wkroczenie w ich progi powoduje, że zamierzchłą tragedię można niemal dotknąć. Uświadomić sobie, że bez tego elementu wychowania wszystko może spalić na panewce. O ile baraki można oglądać w wieku dowolnym niemal, o tyle obozy koncentracyjne można widzieć od czternastego roku życia. Dawniej myślałam, że oglądanie czegoś takiego w młodości może być bardzo niebezpieczne. Dziś odpowiem - nieprawda, będzie to tylko korzystna zmiana. Z jednym zastrzeżeniem. Ludzie, niezależnie od wieku, muszą przyjść do tego typu muzeum całkowicie z własnej woli. I muszą posiadać jakąś świadomość historyczną.
Bo przecież los poległych ma być przestrogą dla przyszłych pokoleń.
W tym miejscu chciałabym serdecznie podziękować Zuzi i Tomkowi za towarzystwo w trakcie wycieczki do Majdanka - bo przecież bycie w takim miejscu to niełatwa sprawa. Przesyłam także dla nich serdeczne pozdrowienia. Będzie dobrze.
Tymczasem, jak wróciliśmy z Majdanka miałam wrażenie, że wszystko się schrzaniło. Nadal czułam, jak zbiera mi się trochę na płacz. Ludzie puścili piosenkę - całkiem niewinną, z pozoru - Jej czarne oczy.
Książka Catherine Merridale mi się przypomniała. Żołnierze radzieccy próbowali przetrwać wielką wojnę ojczyźnianą. I co śpiewali? Piosenkę o oczach.
Ciarki mnie przeszły po plecach, zrobiło mi się smutno.
Co prawda twarda a nie miętka jestem, więc się nie popłakałam. Śpiew gospodyni zwyczajnie koił. Dziewczę ma talent.
Okej, nie wiem, co mogłabym tu jeszcze napisać, więc kończę. Papsiki.

1 komentarze:
Skomentuj raz na ruski rok, ale skomentuj ;p