Mamy ostatni dzień września. To dla wielu studentów ostatni dzień wakacji, ale niektórzy już zaczęli zajęcia, na przykład ja. Chodzę tam, gdzie II rok pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej ma zajęcia i powoli dochodzę do wniosku, że wcale nie jestem pewna, czy chcę mieć coś wspólnego z dzieciakami, szkołą i edukacją w Polsce. Oczywiście nie jestem osobą, której ten kierunek w ogóle nie interesuje (jak dziś się ktoś przyznał na ćwiczeniach o wychowaniu), ale też nie jestem taką, której jest on pasją. Powiem nawet więcej... Psychologia jest fajna, bo prowadząca jest fajna (lol). A tak serio to gdy chodziłam do liceum zastanawiałam się, czy by nie pójść na pedagogikę. Poszłam na pracę socjalną i trudno powiedzieć, czy to błąd. Z perspektywy czasu zaczynam myśleć, że to, co miało miejsce w Poznaniu bardzo dużo mi dało, jeśli chodzi o życie.
Może przez szkołę, może jednak przez tą nieszczęsną porażkę boję się, że nie poradzę sobie. Może jednak przez to, iż miałam kiedyś kompleks ogólniaka (teraz mi to powiewa) boję się, że nie jestem tak dobrze przygotowana, żeby tu sobie poradzić. Ale myślę, że to jest tylko taki stereotyp, który mam w głowie, bo życie już niejeden raz udowodniło mi, że wszystko (albo znaczna większość) zależy od nas. Jednakże mogę powiedzieć, że praca socjalna dała mi jakieś podłoże i może dzięki niemu dałam sobie radę na I roku pedagogiki. A nawet jeśli niekoniecznie, to jednak przez sam fakt, iż miałam 2 razy socjologię, coś a'la propedeutyka edukacji, psychologię było mi po prostu łatwiej przetrwać.
Ja - przyznaję się - jestem słaba. Wbrew temu, co większość ludzi o mnie uważa, jestem słaba. Łatwo mi się zniechęcić i poddać. Łatwo powiedzieć, że życie jest bez sensu i codziennie kupować puszkę alkoholu, bo innej drogi nie ma.
Ale zaczynam sobie uświadamiać, że jeśli nawet nie trafiłam na swój kierunek, to jednak nie jest on zły. Zawiera w sobie te elementy, które mnie najbardziej interesują w pedagogice: WYCHOWANIE. Chociaż cała teoria o tym pojęciu jest nudna jak flaki z olejem, to jednak fajnie jest się w nią zagłębiać, jeśli trafi się na coś w stylu "przypadek taki a taki powoduje, że pedagog najlepiej aby tak postąpił", chociaż - tak, jak w psychologii - tu nie ma prostych rad i scenariuszy na wychowanie. Zaczynam sobie uświadamiać, że nawet, jeśli pedagogika nie jest moim powołaniem, to te studia sprawią po prostu, że będę hardniejsza. Brak poddawania się to nie wszystko - trzeba jeszcze stawić czoła przeszkodom, a w moim mniemaniu nauczenie się stu pytań na jeden przedmiot jest ogromną przeszkodą.
A i jeszcze jedno. Przyszłam na wykład i zostałam poinformowana, że studia nauczycielskie, czyli pedagogika, wcale nie są łatwymi studiami. Dziękujemy za wsparcie...
Przezwyciężenie własnych słabości, a jeśli chcę coś innego studiować na "lepszym" (co za bzdura do kwadratu, pewnie na większości państwowych uczelni jest podobnie ciężko, oczywiście wiadomo, że medycyna, prawo, filologie obce są trudniejsze, ale to inna para butów) uniwerku, to mi się taki trening parcia przed siebie przyda.

0 komentarze:
Prześlij komentarz
Skomentuj raz na ruski rok, ale skomentuj ;p