/sz/ powiedział: trudno się znaleźć w świecie, który nas nie szuka.

czwartek, 8 października 2009

Czas na nowy post

Ku radości moich fanów blogowych (pozdrawiam) postanowiłam napisać nowego posta. Można wymyślić różne powody, a najprościej jest odpowiedzieć: bo tak mi się zachciało, a komu się nie podoba, ten trąba.
Tydzień miałam nie najlepszy, czyli pełen stresów. Powiem tak - to wyłącznie moja wina i to nie dlatego, że ja mam te stresy, ale dlatego, że ja się tymi stresami przejmuję. Zbytnia emocjonalność nie prowadzi do niczego dobrego i w sumie dopiero dziś jakoś się zdołałam trochę chociaż zrelaksować, choć nie do końca, bo byłoby znacznie lepiej i łatwiej to zrobić, gdybym się wyspała. Oczywiście własne zapominalstwo i godziny otwarcia dziekanatu temu nie służą, ale cóż, jutro nadrobię zaległości (ponieważ nie ma angielskiego). Tak, udałam się do dziekanatu, by załatwić sprawę oświadczenia, iż jestem studentką dla ZUSu. Z oddaniem indeksu mniej się przejmuję, lecz z zapłaceniem za warunek bardziej. Cóż, to szczegół, że nie mam za co zapłacić i muszę pożyczyć od taty i to szczegół, że może się wściec, widząc termin wydania 200 złotych w środę, a nie na przykład za 2 miesiące. Tak czy siak - muszę jak najszybciej załatwić sprawy z uczelnią, bo po co mają się toczyć ciągle... A ja chcę się zająć innymi, ważniejszymi sprawami.
Na jednym z ostatnich wykładów czy ćwiczeń była mowa o praktykach w tzw. poradni pedagogicznej. Ktoś tam je sobie załatwił i miał całkiem ciekawe przeżycia, jak sądzę. Ale... Zaczynam myśleć, że życie to jeden wielki scenariusz, którego człowiek jest realizatorem. Oczywiście z filmów czy książek wynika zupełnie co innego: zdarzenia są nie raz niespodziewane, niezwykłe, a nawet jeśli są prawdziwe, to nic nie wskazuje na to, iż bohater został w jakikolwiek sposób na nie przygotowany. Ja natomiast mam wrażenie, jakbym właśnie odbierała najpierw przygotowanie do danego zdarzenia, a później je samo. Przykład? Dawno temu wymarzyłam sobie, iż będę pomagać ludziom, co oczywiście spotkało się z mojej strony nieudanym przedsięwzięciem, ale... Zapoznanie się z życiem studenckim jako takim raczej mnie przygotowało do sukcesów na uczelni. Przy pierwszej sesji często jest ciężko zdawać wszystko... Przy drugiej sesji trochę łatwiej, ale... W zasadzie jeszcze jedna sprawa: wśród niebieskich migdałów o których nadzwyczaj często myślę jest takie chyba pragnienie, abym po prostu zajmowała się dziećmi w sposób...
Nie, nie napiszę tego.
Chyba po prostu muszę się zastanowić nad tym, co to jest życie, czy życie to scenariusz. Bo ono w tej chwili wydaje się proste: masz pragnienie, to go robisz. Problem w tym, że ja chyba całkowicie podświadomie je realizuję. Ale czy naprawdę chcę?... To zabawne, bo jakoś nie specjalnie uśmiecha mi się praca w podstawówce, a mam wrażenie, że na tych głupich studiach właśnie do tego nas przygotowywują. Jasne, że mamy specjalność wczesnoszkolną, ale jest ona DODATKOWA.
Tak, nadal nie wiem, czego chcę. A to, co chcę, jest szalone.
Cóż, ta notka jest całkiem bez sensu, ale skoro ją napisałam, to i umieszczę. Jak to w Czechach mówią? CAU, POZDRAV!

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Skomentuj raz na ruski rok, ale skomentuj ;p