/sz/ powiedział: trudno się znaleźć w świecie, który nas nie szuka.

czwartek, 1 października 2009

Kamyk na niebie

Zabrałam się do czytania książek nagrodzonych Hugo z jednego powodu - nie muszę się w końcu zastanawiać, co teraz obczaić. I to jest dobre. A w dodatku daje to również odpowiedź na pytanie, czy wszystkie książki, które otrzymały to wyróżnienie są dobre. Piszę tu o tym głównie dlatego, że niedawno doszłam do wniosku, iż Nobel wcale nie jest prestiżem - skoro nagrodzone zostają jakieś cegły (patrz: Stary człowiek i morze). No i jeszcze trafiłam na artykuł w Newsweeku o tym, jak często jurorzy z Akademii przyznającej to wyróżnienie nie patrzą wcale na przesłanie i styl, tylko na własne poglądy. To mnie całkiem zniechęciło do czegoś, co robi wiele osób uwielbiających czytać - obczajanie literatury noblowanej. Ale dobra, przejdźmy już do "Kamyka na niebie"...
Isaac Asimov napisał tę książkę w roku mniej więcej 1951 (akcja na początku toczy się w 1949 i jestem skłonna uwierzyć, że faktycznie pisarz tworzył ją w owym czasie), chociaż nagrodę Hugo otrzymała w 2001. Szkoda tylko, że twórca tegoż dzieła nie dożył tak wspaniałej dla niego chwili, bo 2 kwietnia 1992 roku zmarł. Ale cóż, nagroda to nagroda, ale czy słusznie przyznana?
Muszę przyznać, że jest to porządna dawka dobrej literatury. Chociaż nie jest ona jakaś odkrywcza, to jednak przyzwoitość "Kamyka na niebie" widać od razu. Oprócz standardowego świata występującego w science fiction, czyli skolonizowana galaktyka, jest w niej wiele... myśli, które mogą być, mimo ich wieku, ponadczasowe. To, że człowiek jest głupi nic nie zmieni chyba. Te cytaty zresztą widać w kolumnie obok ;). Tak czy inaczej, "Kamyk na niebie" jest dziełem poprzedzającym słynną "Fundację" Asimova i należy on do trylogii o galaktycznym imperium. Stąd też wniosek, iż właśnie przeczytane przeze mnie dzieło można uznać za klasykę swego nurtu. Ale oprócz paru ważniejszych myśli, oprócz wieku pozycji... Czy ona zasługuje na Hugo?
Odpowiedź jest prosta i niewiele mówiąca: nie wiem. Ale przeczytać warto, bo to porządne dzieło ze science fiction.
PS.: Bardzo mi się podoba tytuł tej książki. Jest taki... Romantyczny. Z większym przesłaniem. I nieodparcie kojarzy się z "Kamienie na szaniec"... (co zresztą może wydawać się w jakiś sposób logiczną konsekwencją, podobieństwem zamierzonym tytułu... No bo czymże jest Ziemia wśród przestrzeni międzygwiezdnej, w dodatku ta Ziemia, którą nękają liczne nieszczęścia?).

1 komentarze:

Skomentuj raz na ruski rok, ale skomentuj ;p